girlwithsafetypins
18/09/2018 23:23:24

 

 

"Szaleć to szaleć" - rzekła, po czym zrobiła trzy prania xD

 

Akcja "wolna chata" dobiegła końca. Niestety.

Fajnie było być Panią Domu przez kilka dni. Ogarniać sprzątanie, pranie, zmywanie a nawet gotowanie (co w moim przypadku nadal pozostaje wyczynem). Nie mylić z kurą domową.

Tortilla wyszła pyszna. Taktyczne mięsko, dobre warzywka i sos czosnkowy :D

Następnego dnia sałatka, ziemniaki, sos i kotlety - całość pochwalił Narzeczony, więc jestem z siebie dumna :D

Do tego wszystkiego doszła robota w domu potrzebna do pracy.. papierki i nie tylko. Zabrało mi to większość weekendu, ale jestem z siebie dumna, że zrobiłam wszystko to, co zamierzałam.

Przy czym nie odkładałam obowiązków w domu na później. Nie było niczego na zasadzie "nie chce mi się teraz pozmywać, zrobię to później", a później niespodziewanego zaśnięcia i nawarstwiania się zaległych rzeczy do ogarnięcia. Wszystko na czas, wszystko zrobione na 100%. Jestem z siebie dumna.

Poza tym, takie kilka dni bez rodziców, dobrze zrobiło mi na psychikę, po prostu.

Człowiek przez kilka dni nie słyszy obelg pod swoim adresem, pretensji, bezsensownych zaczepek i od razu żyje się lepiej. O wiele.

I sama po sobie to zauważyłam wczoraj w pracy. Byłam wulkanem energii. Chęci. Wszystkiego co dobre. Nie miałam bezpodstawnego wrażenia, że ktoś może na mnie krzywo spojrzeć, że coś może zrobiłam nie tak. Siła.

 

Fajnie było znaleźć klucz do pokoju, w którym jest router, ogarnąć kabelki i mieć Internet, którego myśleli, że nie będę mieć na czas ich nieobecności.

Fajnie było móc usiąść po powrocie z pracy na pół godziny przed telewizorem. Bez słuchania narzekań.

Fajnie było móc coś sobie ugotować, bez słuchania pretensji, że ubrudziłam blat.

Fajnie było móc włożyć sobie piwo do lodówki i wypić je w nocy z soboty na niedzielę, w nagrodę za skończenie ogarniania rzeczy do pracy.

Fajnie było móc iść się wykąpać o dowolnej godzinie.

Fajnie było, móc sobie pośpiewać i oglądać youtube w świętym spokoju.

Fajnie było zrobić sobie pranie. Bez konieczności czekania na jedną koszulkę przez miesiąc, bo "jeszcze się na szare pranie nie uzbierało".

Fajnie było, bardzo.

 

A teraz: "A ta sobie wzięła deskę do prasowania do swojego pokoju (...) ! Jak ten fotel stoi ?! Nie wylejesz się teraz, bo dopiero co kibel umyłam ! Czemu kawy prawie nie ma ?"

 

I mam nowego,  żelowego faworyta - Lirene, oliwka z bawełny, niebieskie opakowanie <3

Cudny zapach, utrzymuje się na skórze i czuć rzeczywiście nawilżenie + ładnie się pieni. Cudo.

 

Poza tym, już nie wiem co myśleć w jednej sprawie. Nie wiem.

 

I nadal nie znalazłam piosenki.

4 KOMENTARZE

Zaloguj się, aby komentować.

Obserwowani

Zobacz wszystkie 82
deathlikesilence
tinygirl
Luftmysza
rimein
aeon33
waferowa