cotidianae
17/08/2022 14:50:18
Słodki smak wakacji

 

Dzień dobry :). Dziękuję za wszystkie miłe słowa skierowane w moją stronę w związku ze zdjęciem z poprzedniego wpisu. Okazuje się, że całkiem prosta i skromna sukienka również potrafi zebrać wiele słów uznania. Emocje po zabawie weselnej opadły, wakacyjny filmik z Marsa Alam gotowy więc i na blogu pora wrócić do relacji z tego cudnego miejsca.

 

Nie jest tajemnicą, że w Egipcie cenimy sobie hotele sieci Jaz. To właśnie w obiekcie tej firmy spędziliśmy jedyną i niepowtarzalną podróż poślubną, którą ciepło wspominamy do dziś. Po niespełna pięciu latach postanowiliśmy wrócić, choć rzecz jasna nie w to samo miejsce bo kłóciło by się to z naszymi złotymi zasadami podróżnika. W Marsa Alam Jaz ma swoją własną zatokę hotelów, które stoją jeden obok drugiego. Dzięki temu mieliśmy do dyspozycji wspaniałą infrastrukturę do dyspozycji. W Egipcie cenimy sobie to, że niemal wszystkie oferty mają all inclusive. Zawsze stawiamy na ten najwyższy żywieniowo komfort by nie musieć na miejscu robić zakupów, szukać restauracji czy gotować. To wszystko mamy na co dzień. O jedzeniu przygotuję osobny wpis, na razie zaznaczę tylko, że od siódmej rano aż do nocy mogliśmy jeść i pić ile chcieliśmy, bez żadnych ograniczeń. To bardzo komfortowe rozwiązanie, które polecamy. Ponadto w pokoju mieliśmy do dyspozycji czajnik z kolekcją kaw oraz herbat plus codziennie dostawy butelkowanej wody co powodowało, że picia zawsze było pod dostatkiem ;).

 

Nasz apartament spełnił stawiane mu oczekiwania. W dużym hallu zmieściły się dwie pojemne szafy, więc każde z nas miało swoją. Zmieściliśmy do nich nawet dwie walizki! Była też toaletka z dużym lustrem i pufem, a w jednej z szaf był sejf. W łazience mogliśmy się kąpać w wannie lub brać prysznic. Była duża, a my mieliśmy zdecydowanie za dużo ręczników do wykorzystywania :P. Bidet, suszarka do włosów i zestawy kosmetyków podnosiły jakość łazienki, a genialny, rozwijany nad wanną sznurek na pranie pozwalał suszyć stroje kąpielowe kiedy chcieliśmy, a kiedy przychodził czas kąpieli sznurek znikał. Bardzo pomysłowe rozwiązanie! W części relaksacyjnej mieliśmy stół z krzesłami i kanapę. Do tego komoda z wbudowaną lodówką, a na komodzie czajnik, kawy i herbaty. Było gdzie się relaksować. W sypialni gigantyczne łoże, pełno poduszek i duży telewizor z kilkoma polskimi kanałami. Do tego był jeszcze duży taras z meblami ogrodowymi. Widok mieliśmy doskonały: w pierwszym planie zadbany ogród, za ogrodem najmniej oblegany przez turystów basen. Przy basenie był kolejny bar, nie musieliśmy więc nawet ruszać się do restauracji będąc głodni, gdyż kilkadziesiąt kroków od apartamentu czekało dobre jedzonko :D. Gdy wychodziliśmy z apartamentu wyjściem głównym widzieliśmy już aquapark więc mimo, że resort był ogromny wszędzie było dość blisko. Hotel był wspaniale zaprojektowany choć brakowało mi kilku dróg na skrót. Każda aleja była bowiem poniekąd slalomem co było bardzo miłe, jednak kiedy człowiek się spieszył bywało to irytujące. Kilka dodatkowych dróg na skróty byłoby wskazane ;). Nasz apartament miał cudowną klimatyzację, która ratowała nas w upalne dni. Musicie wiedzieć, że temperatura sięgająca 40 stopni w cieniu to w sierpniu standard. Lubimy ciepełko, ale dobrze jest móc po jakimś czasie móc się porządnie schłodzić.

 

Co istotne, dostęp do plaży mieliśmy bezpośrednio z naszego resortu. Nie trzeba było dojeżdżać busem, iść na długi spacer ani przechodzić przez ulicę. Dzięki prywatnej, dwupoziomowej plaży wypoczywaliśmy wyłącznie wśród gości hotelu. Niższy poziom to leżaki niemalże przy samej wodzie, na wyższym poziomie przypominającym taras oglądało się plażę i morze z góry co miało swoje walory głównie przez wzgląd na bujną rafę koralową od samego brzegu w głąb morza. Oczywiście każda para leżaków miała swój parasol. Brzegiem morza każdego dnia wędrowały setki krabów. To był bardzo fajny widok. Wystarczyło wejść do wody do kolan i już miało się na wyciągnięcie ręki piękne, kolorowe rybki. Nasz hotel posiadał również kilkusetmetrowe molo, z którego schody prowadziły prosto do Morza Czerwonego w miejscu, gdzie było już głęboko, a rafa była jeszcze piękniejsza, niż przy brzegu. Z domu zabraliśmy nasze płetwy i maski więc mogliśmy bezkarnie, godzinami leżeć na powierzchni morza i wpatrywać się w najróżniejsze morskie żyjątka wędrujące wokół rafy. Wrażenia niesamowite, a i woda wydawała się jakaś mniej słona niż lat temu, zimą, w Hurghadzie ;).

 

Gdyby ktoś zgłodniał tuż przy plaży mieliśmy restaurację, która za dnia serwowała przekąski i dania obiadowe, a wieczorem organizowała kolacje nad morzem. Resort miał jeszcze w zanadrzu kilka barów, każdy nieco inny. Mnie najbardziej podobał się wodny bar, z którego można było korzystać będąc w basenie, bez konieczności wychodzenia poza wodę. Chętnie piliśmy tam z mężem kawę, drinki oraz zajadaliśmy się lodami. Hotel posiadał kilka basenów, mogliśmy również korzystać z okazałego aquaparku dostępnego wyłącznie dla klientów sieci Jaz. Hotel posiadał bardzo dobrze wyposażoną siłownię. Sprzęty były niemalże nowe, klimatyzacja działała na pełnych obrotach, a tuż obok znajdowało się SPA z pełną gamą zabiegów. Żyć nie umierać :). Mimo środka sezonu pracownicy hotelu świetnie sobie radzili z obsługą. Jak widać na zdjęciu nie było tłoku, nie było kolejek. Resort był duży, więc każdy urlopowicz znalazł miejsce dla siebie. Obsługa na poziomie, większość osób mówiła biegle po angielsku. Nikt nie wymuszał napiwku, dawało się go z własnej chęci, a nie poczucia konieczności czy przymusu. Ci ludzie po prostu na to zasługiwali. W lobby codziennie czekała na nas świeża prasa w trzech wersjach językowych. Jeżeli potrzebowaliśmy bankomatu, apteki czy pamiątek wszystko było w mini centrum handlowym na terenie resortu. Tak samo wyglądała sprawa z taksówkami i busikami, które woziły podróżników po całym Egipcie. Nie wiem kto projektował ten hotel ale pomyślał chyba o wszystkim, o czym mógł!

 

Hotel posiadał wspaniałą ekipę Animation Team. Dzięki nim każdy dzień i wieczór były przepełnione atrakcjami. Dzieci za dnia bawiły się w Kids Klubie, a wieczorem miały pół godziny tańców animacyjnych. My dorośli dzień zaczynaliśmy od porannego, muzycznego powitania na basenie. Później był stretching w zielonym ogrodzie na matach, rozgrywki w krykieta, tenisa stołowego, dart, aquaaerobik, taniec brzucha oraz wesołe zabawy integracyjne w wodzie. Po południu do wyboru były m.in. kurs tańca dla początkujących, water polo, dart czy yoga w ogrodzie. Wieczorami można było grać w bilard w jednym z barów, słuchać muzyki na żywo sącząc pyszne drinki lub tańcząc albo podziwiać wieczorne show. Każdego dnia inne. A to pokaz tancerek brzucha, a to akrobatyczne show z Ghany, sztuczki z ogniem, loteria fantowa, to znów wieczór taneczny. Raz w tygodniu odbywało się beach party, na którym bawiliśmy się świetnie do samego końca. Ciekawi jak udało nam się wykorzystać umiejętności taneczne podczas urlopu? O tym napiszę następnym razem ;).

 

16 KOMENTARZY

Użytkownik cotidianae zezwala na zostawianie komentarzy tylko zalogowanym osobom.

Obserwowani

Zobacz wszystkie 59
northerka
wittchen3
akcentova
xcrazylemonx
oftoads
marianfoto