cotidianae
21/04/2021 22:02:01
Trenujemy



Hejka :). Raz jeszcze dziękuję za wsparcie w kwestii choroby naszego czworonoga. Ziomek ma się nienajgorzej, a badania kontrolne które mamy zrobić za miesiąc pokażą czy leczenie paliatywne przynosi pożądane działanie. Póki co Ziomek normalnie je, załatwia swoje potrzeby, chodzi na spacery, bawi się. Wszystko tak, jakby tydzień temu nie był umierający.

Życie bywa przewrotne. Kiedy planowaliśmy z mężem kapitalny remont łazienki zadbaliśmy o to, by w naszym życiu nie działo się nic więcej ponad program życia codziennego tak, by być ze wszystkim na bieżąco. Gdy w trakcie remontu pochorował nam się pies śmialiśmy się przez łzy, że przecież kiedy leczyliśmy go rok temu ta sama ekipa odświeżała nasze tarasy. Do naszych prac zawodowych, regularnych treningów, kapitalnego remontu łazienki i chorego na raka psa niebawem miało dołączyć coś więcej. Nie miałam Wam nawet kiedy o tym opowiedzieć, a już dawno po wszystkim. Okazało się, że moja kuzynka jest w opałach. Jest tegoroczną maturzystką (matura w erze COVID-19 już sama w sobie brzmi jak kłopoty), a u jednego z jej domowników zaszło podejrzenie zakażenia koronawirusem. Pomijając troskę o zdrowie gdyby na domowników nałożono kwarantannę to zahaczyłaby ona czasowo o pierwsze matury. Kuzynka musiałaby więc zdawać je później co byłoby niepotrzebnym nikomu zawirowaniem. Musiała się pilnie gdzieś podziać - a że niedaleko mieszkamy my - wszystko jasne ;). Mimo kurzu w całym domu, chorego paliatywnie psa i codziennych obowiązków z radością przyjęliśmy gościa. Choć najtrudniejszy scenariusz zakładał taki stan do maja szczęśliwie okazało się, że test dał negatywny wynik i na następny dzień wdzięczna za pomoc kuzynka wróciła do siebie. W ciągu dwóch wspólnych dni zobaczyła jak to jest łączyć pracę z treningami, ogarnianiem czystości domu w trakcie remontu oraz opieką nad Ziomkiem :P. Takie sytuacje pokazują mi, że stanowimy z Łukaszem super drużynę. Cokolwiek na nas spada we dwoje dzielnie to dźwigamy <3.

Czy pisałam Wam, że w międzyczasie zajrzała do mnie pani fryzjerka na tak zwaną kawę :D? Pewnie tego też nie napisalam. Ostatnio jestem w mocnym niedoczasie, ale efekty naszych starań wszystko wynagradzają. W łazience został do wykonania sufit i tak zwany biały montaż. Dziś przed treningiem podrzuciliśmy Ziomka mamie i pojechaliśmy wybierać cudeńka do nowej łazienki. Wiecie: dekoracje, drobiazgi, zapachy, pojemniki do przechowywania, chodniczki... fajnie tak <3. Jeszcze kilka dni i przyjdzie gruntownie wysprzątać łazienkę, a później już tylko przyjemności: urządzanie i korzystanie z nowych urządzeń i sprzętów.

Dzisiejsze zdjęcie pochodzi z ostatniego treningu, w zasadzie jest to kard filmu nagrywanego pospiesznie telefonem stąd wątpliwa jakość. Chciałam jednak zostawić sobie na blogu pamiątkę na znak, że mimo tylu spraw na głowie my wciąż cierpliwie trenujemy. Walc angielski i quickstep ogarnięte, niebawem walc wiedeński. Cha-cha-cha po modernizacji, jive po nowych figurach, rumba po czyszczeniu figur. Chyba tylko samba nie była zmieniania na przestrzeni ostatnich tygodni. Jeśli na jutrzejszym roztańczeniu się nie pomylę w kolejności figur to będę z siebie dumna :D. Mąż został porwany przez przyjaciela na męski wieczór, dla mnie zatem jest to pora na wyciszenie i relaks w uroczym towarzystwie Ziemowitka. Spokojnej nocy :).



21 KOMENTARZY

Użytkownik cotidianae zezwala na zostawianie komentarzy tylko zalogowanym osobom.

Obserwowani

Zobacz wszystkie 58
padholder
annna97
mateusz4243
saphirra
marianfoto
sweeeeeettt