pariasss
04/10/2016 21:20:50

Masa pośrodku .

 

Klub Planeta w Warszawie. Tu mogłeś spotkać Spice Girls i młodego Kaddafiego

Planeta, którą otwarto na przełomie 1997 i 1998 r. Właścicielem był słynny gangster Jarosław Sokołowski, znany szerszej publiczności jako Masa. Nie był to jedyny oficjalny biznes Masy, który otworzył też restaurację La Cucaracha w Pruszkowie, ani rzadko spotykana praktyka  prowadzenie klubów było w latach 90. jednym z najpopularniejszych sposobów na legalizowanie zysków z przestępczości. Trzypoziomową Planetę, mieszczącą z łatwością 4 tysiące osób, wyróżniało co innego. Rozmach.

Dziś budynek przy ul. Fort Wola 22 za sprawą klubu muzycznego Progresja kojarzy się głównie z rockiem, ale jeszcze kilkanaście lat temu mieścił się tam klub, do którego na imprezy przyjeżdżał z dalekiej Libii syn Kaddafiego i największe gwiazdy światowego showbiznesu. Zachodni dziennikarze przylatywali do stolicy naszego kraju, żeby przekonać się, jak wygląda słynny klub Planeta w Warszawie, i przecierali oczy ze zdumienia. I właściwie trudno się im dziwić.

- Pan pewnie z koncertu?  z kwaśną miną spytał mnie taksówkarz którejś piątkowej nocy, wskazując na szyld Progresji.  Popsuło się to miejsce ostatnio. Teraz tylko tu hałasują, a kiedyś tu był najlepszy klub w całej Polsce. Jak to jaki? Planeta.

W ten oto sposób - o wiele lat za późno - legendarny klub Planeta, o którym słyszałem tyle historii, przestał być dla mnie abstrakcyjnym bytem i przybrał rzeczywistą formę. Zanim jednak zajmiemy się Planetą, cofnijmy się jeszcze nieco w czasie.

W 1951 r. przy Forcie Wola stanął kompleks hal produkcyjnych i dziesięciopiętrowy budynek biurowy. Niemal sześćdziesięciohektarowy teren zajęły Zakłady Mechaniczne im. Marcelego Nowotki, które w czasach największej świetności w latach 60. zatrudniały niemal 6 tysięcy osób. Produkowało się tam silniki, między innymi do czołgów i ciężarówek, ale zakłady odlewały też m.in. pomniki  to właśnie na Woli w 1983 r. powstał słynny Pomnik Małego Powstańca. W międzyczasie zmienił się ustrój, zmieniła się też nazwa zakładu, a sprzed budynku zniknął pomnik źle kojarzącego się patrona. Fabryka zatrudniała coraz mniej osób, a święcący pustkami 10-piętrowy budynek biurowy poszedł pod wynajem. 

Za pilnie strzeżonymi drzwiami klubu  wejście do Planety zachodni dziennikarz w latach 90. porównał do przejścia przez odprawę na lotnisku  można było spotkać znane nazwiska z całego świata. W Planecie bywał koszykarz Chicago Bulls Dennis Rodman, który  jak głosi anegdota  po wejściu do klubu powiedział tylko: "Mam niewiele czasu. Dajcie mi dziewczynę, trochę koksu i cygaro", a jego zamówienie zrealizowano bez zwłoki. Na imprezy z dalekiej Libii przylatywał syn Muammara Kaddafiego, widywało się tam dziewczyny ze Spice Girls czy muzyków Modern Talking. W swoich autobiograficznych książkach Masa zdradza, że częstymi gośćmi klubu byli też bokserzy Dariusz Michalczewski czy Andrzej Gołota. Nikogo nie dziwił widok marokańskich gwiazd porno, które swoimi występami miały pomóc warszawskiej młodzieży się wyluzować  jak czytamy w relacji Richarda Ehrlicha, który w 1998 r. odwiedził m.in. Planetę, pisząc reportaż o klubowym życiu w Polsce.

ak opowiada Masa, w Planecie wielokrotnie odbywały się negocjacje dotyczące wyborów miss Polski, a kluczowe decyzje były podejmowane pod stołem. W każdym znaczeniu tego sformułowania. Podczas gdy Ehrlich pisał, że polska młodzież była gotowa na wszystko, były właściciel Planety nie jest zwolennikiem tak eufemistycznego podejścia do tematu. Malowniczo opowiada, jak tanim i ogólnodostępnym towarem w Planecie był seks, przechwala się też, z jakich obowiązków wobec prezesa pracujące u niego panienki, a więc barmanki, kelnerki, kandydatki na miss czy tancerki musiały się regularnie wywiązywać.

Masa wystawia swojemu lokalowi następującą laurkę: Mówimy o jaskini rozpusty, do której chciał wejść prawie każdy i dla nikogo nie było to powodem do zażenowania. Warszawa końca lat 90., podobnie jak pół zamożniejszego świata, chciała się bawić i Pruszków zorganizował dla niej rozrywkę na miarę Londynu, Nowego Jorku, a nawet  Moskwy. Dyskoteka przyciągała jak magnes piękne kobiety  i te, które występowały na scenie, i te, które odgrywały swoje role na zapleczach.

To wszystko sprawiało, że do Planety ściągały tłumy gotowe stać w długich kolejkach do ochroniarzy, którzy kontrolowali gości w poszukiwaniu pistoletów. Ponownie oddajmy głos Richardowi Ehrlichowi: Kieliszki stały w trójkątach, niczym kule bilardowe. (&) Napełniano je po brzegi 96-procentowym spirytusem, a resztą polewano bar. Potem całość podpalano. Kiedy płomienie nieco przygasły, wypijało się gorący alkohol i machało na pożegnanie swojemu superego. Bywalców Planety dziennikarz opisuje jako pięknych, dwudziestoletnich, energetycznych i gotowych na wszystko, dodając, że wtopiliby się w tłum w każdym podobnym klubie w Londynie czy Leeds. Ehrlich wspomina, że choć polska młodzież patrzyła na przywiezione przez gości z Zachodu butelki z drogimi alkoholami tak jakby spadły właśnie z kosmosu, wiedzieli dokładnie, jak należy postępować z ich zawartością.

Podobnego zdania był mój taksówkarz.  W Planecie ludzie po prostu potrafili się bawić. Tu nie ma wielkiej filozofii. Z imprezy wychodziło się nad ranem, a to, co tam widziałem i przeżyłem, to moje  dodaje ze śmiechem

Po zamknięciu Planety jej miejsce zajął jeszcze Magnetic, o podobnym profilu muzycznym, a od 2014 r. pod numer 22 przy Forcie Wola wprowadziła się Progresja, definitywnie zamykając klubowy rozdział historii Zakładów Mechanicznych im. Marcelego Nowotki.

BRAK KOMENTARZY

Zaloguj się, aby komentować.

Obserwowani

Zobacz wszystkie 94
sweeeeeettt
fuckkotekxd
deathlikesilence
fiddletim
przystojna
marchewka5